czwartek, 15 stycznia 2015

Czy da się spełnić postanowienia noworoczne?

Witajcie :) Na wstępie chcę Was bardzo przeprosić, że tak dawno nic nie pisałam, jednak moje życie osobiste trochę mnie pochłonęło i nie potrafiłam znaleźć czasu, żeby coś opublikować. Teraz mam nadzieję, że nic nie stanie mi na przeszkodzie, aby dodawać jakiś post regularnie :)

Jak wszyscy zauważyli po nazwie postu, chciałabym się skupić na temacie, który wiele osób co roku nurtuje. Czy nie co roku obiecujemy sobie tyle cudownych zmian które chciałybyśmy wprowadzić w życie? :) " Przestanę jeść słodycze, schudnę, zacznę się uczyć, pójdę na kurs, siłownię (...) " a później o tym zapominamy, lub ogromna liczba postanowień nas zniechęca tak bardzo, że za żaden cel nie potrafimy się zabrać. 
Muszę wam przyznać, że do zeszłego roku również tak miałam, dopóki nie obmyśliłam dosyć sprytnego sposobu.
Podsumowując dzisiaj, spełniłam 12 z 18 postanowień które miałam na rok 2014. Między innymi zmobilizowałam rodziców, aby zapisali mnie do ortodonty ( w przypadku moich rodziców było to naprawdę trudne, odkładali to w nieskończoność... >< ), przestałam jeść słodycze, jak również zadbałam o włosy. I wiele innych :) Jest to nie najgorszy wynik, prawda? :)

To jak,  macie może jakieś postanowienia, które powtarzacie, że spełnicie " od nowego roku "? Jeżeli tak, może mój sposób przypadnie wam do gustu.

Myśląc o swoich celach w zeszłym roku zdałam sobie sprawę, że jest ich faktycznie dużo. Zbyt dużo, aby je spamiętać i wykonywać wszystkie naraz.
Tak więc spisałam je wszystkie na karteczce. Tak też zrobiłam w tym roku :)

A później każde postanowienie należy oddzielnie wyciąć.

A gdy już to zrobimy, karteczki składamy ;)

Później liczymy, ile ich jest, a każdy numerek piszemy sobie na czymś innym. A za każdym razem gdy któreś postanowienie zrealizujemy, cyfrę sobie skreślamy ( nie jest to w zasadzie konieczne, jednak pod pod koniec roku miło jest sobie podsumować, ile byłyśmy w stanie zrobić przez ten rok oraz, że spełnianie postanowień jest w ogóle możliwe :D )

... A postanowienia wrzucamy do pudełeczka ( ja je wrzucam do tego z zapałek, w którym są jeszcze te których nie wykonałam. Uda się w tym roku! :) )
Kiedy macie już gotowe pudełeczko, wystarczy, że wylosujecie jakieś postanowienie, i później koncentrując się tylko na tym jednym, staracie się je zrealizować. A później następne, i następne :)
Jak widzicie, mi wyszło 20 postanowień, więc jest co robić! :) Mam nadzieję, że w tym roku wszystkie uda się spełnić. :D 

A wy macie jakieś postanowienia no rok 2015? Macie jakieś patenty na ich realizowanie? Czy raczej w ogóle nie macie zwyczaju robić takiej listy, a wszystko co chcecie zrobić, realizujecie "od zaraz" ? :)

wtorek, 18 listopada 2014

TAG o mnie.

Witajcie :) Baaardzo dawno mnie tu nie było, ale miałam dość duży problem ;) Zauważyłam, że posty dotyczące składów lub włosów nie bardzo was interesują, a obecnie poświęcam na to bardzo dużo uwagi, i nie mam za bardzo pomysłów na to, jakie posty mogłabym dodawać. I tutaj mam ogromne pytanie do was, jakie posty chciałybyście zobaczyć. Czy pielęgnację, recenzje czy jednak coś innego, a jeśli tak, to co? :)
Z braku pomysłu przygotowałam dla was tag o mnie, bo uświadomiłam sobie, że dość długo już tu jestem, a wy naprawdę niewiele o mnie wiecie :) Mam nadzieję, że tag wam się spodoba i podsuniecie mi trochę pomysłów co dalej :)

1. Jak masz na imię?
Kinga, ale to już chyba wiecie :)

2. Kiedy masz urodziny?

 3 stycznia.

3. Co studiujesz? Jaka była twoja wymarzona praca w dzieciństwie?
Oj, w moim życiu tyle przewinęło się marzeń o różnych zawodach, że aż głowa mała :D Weterynarz, fryzjerka, muzyk, projektantka wnętrz... i dużo, dużo więcej. :P

4. Czy masz chłopaka?
Nie. ;)

5. Jakiej muzyki słuchasz?
Podoba mi się naprawdę wiele rodzajów muzyki, po prostu jakaś piosenka musi mi wpaść w ucho :) Najczęściej są to jakieś mocniejsze brzmienia podchodzące bardziej pod rock.

6. Czy pracujesz?
 Nie, chociaż chciałabym sobie jakoś dorobić.

7. Czego szukasz w drugiej osobie?
Na pewno nie fałszywości, to jest przeze mnie chyba najbardziej znienawidzona cecha :) Lubię osoby szczere, z poczuciem humoru.. Dosyć trudno mi jest to sprecyzować, bo każda z bliższych mi osób jest inna. 

8. Do kogo się zwracasz, gdy jest ci smutno?
Jestem raczej typem osoby, która lubi sobie ze swoimi problemami radzić sama, ale jeżeli już chcę o czymś komuś powiedzieć, to jest to albo któraś przyjaciółka, albo ktoś z najbliższej rodziny ( wiadomo, z różnymi problemami pójdę do różnych osób ;p )

9. Ulubione jedzenie?
Ten kto mnie zna, wie, że naprawdę uwielbiam jeść ( i każdy chociaż raz musiał mi powiedzieć, że tego po mnie nie widać ;) ) i mimo, że wbrew pozorom nie będą to ani żadne kebaby ( powiem wam w tajemnicy, że kebaba ani razu w życiu nie jadłam! ;p ), ani słodycze to naprawdę trudno wybrać mi bezapelacyjnie to ulubione danie. Jak na zabieganą licealistkę przystało, często wybieram jakieś przekąski, tyle, że w jak najzdrowszej postaci, czyli m.in. jabłka, mandarynki, albo orzechy. Nie pogardzę również żelkami, i jest to jedyne sklepowe "słodkie" po jakie sięgam. ;) Uwielbiam domowe wypieki mojej mamy, czy nawet risotto.  Ale jak mówiłam, jest to naprawdę niewielki procent tego, co kocham jeść :D

10. Ulubiona część garderoby?
 Koszule w różne wzorki, luźne bluzki lub podkoszulki, mogłabym ich mieć nieskończoną ilość. ;p

11. Czy masz zwierzątka?
 Mam psiaka :)
12. Ulubione miejsce?
Pierwsza myśl jaka wpadła mi do głowy, to jest moje łóżko ♥ Jestem meeega śpiochem i leniem :D

13. Czy masz drugie imię?
 Tak, Laura.

14. Ulubiony przedmiot w szkole?
 Zaczynam coraz bardziej lubić języki obce, no i oczywiście lubię informatykę :)

15. Ulubiony napój?
Kawa latte ♥ 

16. Jaka jest twoja ulubiona piosenka w tym momencie?
Her Bright Skies - Diamonds
Linkin Park - A line in the sand


17. Jakie imiona nadałabyś dzieciom?
Podoba mi się imię Amelia, a oprócz tego same zagraniczne, a najbardziej Carmen :) A jeśli chodzi o chłopca, to nie mam pojecia.;p

18. Czy uprawiasz jakieś sporty?
 Uwielbiam jeździć na rolkach, czasem biegam, a tak to ( jeżeli mi się chce :p ) po prostu w domu ćwiczę i się rozciągam.

19. Ulubiona książka?
Cała seria Harry'ego Pottera ( czytałam chyba z milion razy ), cała trylogia czasu oraz pierwsza część darów anioła ( reszty póki co nie miałam kiedy przeczytać :( ) Ogólnie lubię fantastykę ( chociaż kryminały też są niezłe :D )

20. Ulubiony kolor?
 Czarny, biały oraz chyba wszystkie pastelowe.

21. Ulubione zwierzątko?
Psy oraz udomowione szczurki ( miałam kiedyś, baaardzo przyjazne i mądre zwierzaczki ♥ )

22. Ulubione perfumy?
 Calvin Klein - In2U, bardzo lubię też spring tenderness z oriflame, oraz moje perfumetki, czyli divine z oriflame oraz little black dress z avon. Ogólnie to mam ogromną słabość do zapachów :D

23. Ulubione święto?
 Święta Bożego Narodzenia.

24. Czy skończyłaś liceum?
Nie, jestem w pierwszej klasie na profilu mat-geo-inf :)

25. Czy kiedykolwiek byłaś za granicą? Ile razy?
 Za granicą byłam zaledwie dwa razy, raz na Słowacji, oraz we Francji.

26. Czy mówisz w innych językach?
Coraz lepiej umiem angielski, nie najgorzej mówię też po niemiecku :) Chciałabym się jeszcze nauczyć jakiegoś innego, ale do końca nie wiem na jaki się zdecydować.

27. Czy masz rodzeństwo?
Tak, mam 25-letnią siostrę.

28. Ulubiony sklep?
 Pull&Bear, Stradivarius, Bershka, Yes, Empik.. W wielu sklepach lubię robić zakupy, więc nie jest to koniec listy ;)

29. Ulubiona restauracja?
 Raczej nie chodzę do restauracji, ale jeżeli już, to chodzę w rodzicami do Sphinksa.

30. Czy lubisz szkołę?
Do tej pory wprost nienawidziłam szkoły, teraz gdy mam nową klasę zaczęłam ją lubić właśnie ze względu na wspaniałych znajomych :)

31. Ulubiony youtuber?
Red Lipstick Monster oraz Kornela55. Niezbyt często oglądam różne filmiki na yt, a jeżeli już czegoś szukam to najczęściej trafiam na jakieś przypadkowe kanały i nawet te dwa które podałam nie są mi znane w 100% :)

32. Ulubiony film?
Ojjjj, nie wiem :D Ale pewnie skłonię się w stronę Harry'ego Pottera :)

33. Ulubiony program w telewizji?
Dosyć rzadko oglądam telewizję, ale jak już, to jest to serial kryminalny - komisarz Alex, oprócz tego oglądam pretty little liars, który tak naprawdę jest puszczany w telewizji, jednak ja oglądam to w internecie ;d

34. PC czy Mac?
 Posiadam PC, ale nie ukrywam, że chciałabym sobie kupić Maca ;)

35. Jaki masz telefon?
Samsung Galaxy Core Plus

36. Ile masz wzrostu?
 159 cm. Moi znajomi ciągle mi wytykają, jaka to jestem niska ;p


♥ ♥ ♥

To by było na tyle, dajcie znać jakie posty chcecie zobaczyć na blogu :)

poniedziałek, 13 października 2014

Składniki kosmetyków: silikony.

Siemanko :) Piszę do was właściwie na pół przytomna, bo niby lekcje dziś mieliśmy skrócone, cały czas byłam bardzo zabiegana, i kiedy wróciłam do domu, najchętniej padłabym na łóżko i już nie wstała :D Ale niestety znowu miałam mnóstwo obowiązków, i nie znalazłam czasu, żeby napisać dla was wpis na weekendzie, więc mam nadzieję, że uda mi się go w  miarę zrozumiale napisać teraz :)

A  mianowicie. Dzisiejszy wpis będzie o .. silikonach!
Silikony... Jest to temat dosyć kontrowersyjny, i nawet jeszcze do niedawna przysięgałam sobie, że od kiedy dbam o włosy, na silikony nie ma absolutnie miejsca i, że jest to absolutnie ogromne zło. ;)

Okazuje się jednak, że wszystko jest dla ludzi, i nawet ja musiałam to przy silikonach przyznać, trzeba tylko znać potrzeby swoich włosów, oraz nie używać ich jako podstawy pielęgnacji swoich kosmyków.

Czym są w ogóle silikony? Są to substancje które tworzą film ( na włosach ), i działają w dwie strony, jeżeli dobrze je wykorzystamy, mogą naprawdę pomóc w walce o piękne włosy ( chociażby w małych ilościach w maskach do włosów lub w serum silikonowym na końcówki ), zaś jeżeli o włosy nie dbamy, a nasza pielęgnacja opiera się wyłącznie na silikonach, da nam to bardzo krótkotrwały efekt zadbanych włosów ( wiele dziewczyn w początkach włosomaniactwa odstawiając silikony widzi naprawdę w jakim stanie jest jej czupryna )

Teraz chętnie poruszę temat tych substancji w kosmetykach do skóry, głównie twarzy. Wiele dziewczyn zmagając się z cerą tłustą i trądzikową, używając ogromnej ilości kosmetyków, aby to zakryć, nie zdaje sobie sprawy z tego, że to właśnie te kosmetyki mogą to powodować. Sama kiedy zaczęłam czytać składy, wchodząc do łazienki załamałam się - krem na dzień który używałam od bardzo długiego czasu - silikony, puder którym ukrywałam również bardzo długo wady mojej cery - góra silikonów, a krem na noc? Silikony w naprawdę ogromnej ilości! I ja się dziwiłam, że tyle lat walczę ze swoją cerą? Teraz, po pół roku od odstawieniu tego wszystkiego moja skóra odżyła, i nikt mi nie wmówi, że akurat do cery silikony mogą być potrzebne. Bo możliwe, że u  innych tak to nie działa, u mnie jednak problem coraz bardziej daje się odczuć. :)

Ale, wracając do włosów!
Teraz trochę nazw. Albowiem silikony dzielą się na parę grup ( zaczniemy od tych " dobrych " silikonów idąc w stronę tych do których jeszcze nie do końca się przekonałam ;))

Silikony odparowujące z włosa ( można je zmyć też odżywką ):
Cyclomethicone
Cyclopentasiloxane
Cyclotetrasiloxane
Cyclohexasiloxane
Octamethyl cyclotetrasiloxane

Rozpuszczalne w wodzie:
Dimethicone copolyol
Laury methicone copolyol
Hydrolyzed wheat protein hydroxyporpyl polysiloxane
oraz silikony zawierające w swojej nazwie PEG (im wyższy znacznik, tym większa rozpuszczalnośc w wodzie)

Nie rozpusczalne w wodzie, możliwe do zmycia delikatnym szamponem:

Amodimethicone
Dimethicone
Dimethiconol
Beheonoxy dimethicone
Phenyl trimethicone


  Nie rozpuszczalne w wodzie, ciężkie do zmycia delikatnym szamponem
Simethicone
Trimethicone



Nie rozpuszczalne w wodzie, wymagających silniejszych detergentów ( SLS, SLES ):
Trimethylsilylamodimethic
Trimethylsiloxysilicates

Pod taką postacią można je oczywiście spotkać w składach ;p
Jak już napisałam wcześniej, do tych ostatnich jestem jeszcze średnio przekonana, jako, że " silniejszego detergentu " używam raz na miesiąc i nie chcę, aby się one przez cały miesiąc nadbudowywały na moich włosach, które ostatnio pokazują co potrafią ;)

Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam, i wyjaśniłam to w miarę jasno ;) Jeżeli coś mi się przypomni - dopiszę, a jeżeli wy czegoś nie wiecie, śmiało piszcie :D

A jak  to jest z silikonami u was, zwracacie na nie uwagę? :)

niedziela, 5 października 2014

Jak czytać składy kosmetyków?

Witajcie :) Jak mi mija czas? Niby monotonnie i pod znakiem nauki, jednak wbrew pozorom wszystko zaczyna mi się układać :) Na noc przyjechała do mnie przyjaciółka, więc post musiałam napisać szybko, co za tym idzie - nieskładnie i trochę chaotycznie, ale nie chciałam tego już odkładać, bo i tak wpisu nie było przez dwa tygodnie :( 
A dzisiaj będzie wpis o tym... jak czytać składy! :) Umiejętność bardzo się przydaje i potwierdza to choćby mój wygląd pół roku i teraz. Poprawy nie da się nie zauważyć ;)
Post zapewne byłby całkiem inny, gdybym nie została poproszona o taką tematykę :3

Zatem zaczynajmy! :>
Sens czytanie składów wyjaśniałam już TUTAJ, więc nie będę pisać tego samego po razu drugi, po prostu sobie tam poczytajcie. :)

Ta rubryka w kosmetykach ma parę reguł które są zawsze tak samo, mam nadzieję, że wyjaśnię je wam jak najlepiej :)

~ Im krótszy skład tym lepszy
Z tym podpunktem spotkałam się na wielu blogach o włosach, lecz ja zgadzam się z nim połowicznie. Teoretycznie im mniej składników tym mniej chemii, ale jeśli zobaczycie skład długi, nie skreślajcie go od razu. W końcu krótki skład może mieć w sobie większość rzeczy szkodliwych, a skład długi okazać się naprawdę wartościowy ;)

~ Składniki idą od większości do mniejszości
Nie wiedziałam jak to sformułować, ale chodzi o to, że składnik który jest na początku, jest go najwięcej. Im jest dalej w składzie, tym jest go mniej.

~ Po zapachu składników właściwie nie ma
Zapach, w składach Parfum, elementy które po nim są zawierają w sobie chyba nawet mniej niż 1% pożądanej zawartości. Dlatego ja z przymrużeniem oka traktuję to co tam jest. Nieważne czy jest to coś wspaniałego czy też odwrotnie. Dlatego też uważajcie na reklamy produktów. Mogą zachwalać, że w kosmetyku są przykładowo oleje, a będzie ich tam tyle co kot napłakał ;)

~ Po kompozycji zapachowej człony składu ułożone są alfabetycznie
Tutaj chyba nie ma co wyjaśniać. Ja tłumaczę to sobie tym, że ich stężenie jest tak małe, że nie ma sensu lub jest to naprawdę trudne, aby wymienić je wg obowiązującej zasady.

~ Nie wiesz czym jest dana część? Szukaj w internecie!
Sama jestem tak naprawdę na początku jeśli chodzi o wiedzę czym jest co. Chociaż czasami intuicja podpowiada mi czy jest to szkodliwe czy nie, najlepiej poszukać w internecie. To przecież skarbnica wiedzy :) Sprawdzanie składów jest coraz popularniejsze i coraz więcej można znaleźć stron o składnikach, ja sama zaglądam chociażby na www.kosmopedia.org , jednak wiele razy  już nie znalazłam tam tego co chciałam, wtedy wrzucam to po prostu w google :3

Zasad właściwie tyle, teraz tylko trzeba to ogarnąć ;) Wiadomo, że chcemy, aby nasze produkty były jak najbardziej naturalne i wartościowe. Dlatego następne wpisy będą poświęcone właśnie temu co jest dla naszych włosów istotne, jak to rozróżnić i tego typu sprawy. Mam nadzieję, że wam się to przyda :)

Jeżeli nie jesteście jeszcze przekonane do sprawdzania składów, to może metamorfoza moich włosów was umocni w tym, że jednak warto :)
( właściwie nie wiem tylko dlaczego teraz w porównaniu do maja włosy są jaśniejsze ... Nie wiem czy to wina światła, czy stało się tak pod wpływem którychś z produktów ;p )

Ja sama zaś jestem w trakcie tworzenia dla was również słowniczka składników kosmetycznych, abyście nie musiały ich szukać nie wiadomo gdzie, ale zapewne pojawi się dopiero za jakiś czas ;)

A co tam u was?
Sprawdzacie składy? :)

niedziela, 21 września 2014

Paryż, miasto miłości?

Witam was kochani, głupio to pewnie zabrzmi, ale naprawdę tęskniłam za napisaniem posta :) Dzisiaj miała być kolejna recenzja, ale jako, że byłam we Francji, stwierdziłam, że coś jednak o tym mogę napisać ;) Oprócz wyjazdu dzieje się u mnie naprawdę wiele, czasu mam niedużo, bo niestety ( albo stety, ale póki co nie potrafię tego docenić ) okazało się, że szkoła którą wybrałam jest prawie najlepszą w mieście, i już zaczynają zasypywać nas nauką. Pomijając to, naprawdę czuję się przy nowych znajomych jakbym w końcu znalazła swoje bratnie dusze. Wprawdzie w większości nie w swojej, a rok starszej klasie, ale dziwnym trafem zawsze tak miałam, że  bardziej potrafiłam dogadać się ze starszymi rocznikami ;)
Chyba trochę za bardzo się rozgadałam, chyba czas przejść do spraw bardziej dotyczących tego posta :D


Nasz wyjazd do Francji był planowany na cały tydzień. Jak się jednak okazało, większość z tego zajęła podróż, gdyż 20-pare godzin zeszło na jazdę autokarem do samego Paryża. Tam mieliśmy postój 9-godzinny, gdyż kierowcy musieli odpocząć, i dobrze było to połączyć i co nieco zobaczyć.
Ja o odwiedzeniu Paryża marzyłam chyba od zawsze. Kojarzyło mi się z niesamowitą magią i czymś naprawdę wyjątkowym.
 
Było to oczywiście ciekawe, jednak ja osobiście tej magii nie dostrzegłam. Nie kojarzyło mi się to ani z miastem miłości, ani świateł. Może to wina tego, że byłam zmęczona podróżą, może byłam tam w nieodpowiednim czasie. A może po prostu to wszystko jest napędzane dla reklamy bez większego uzasadnienia. Nie wiem, nie potrafię tego stwierdzić.

Na początku pojechaliśmy metrem, aby dojechać w centrum miasta. Pierwszy raz w życiu jechałam metrem i nie powiem, pojechałabym jeszcze raz ;) Później poszliśmy do Notre Dame. Tutaj trochę się rozczarowałam, czy tylko mi kojarzy się ten budynek z bajką " Dzwonnik z Notre Dame "? Zawsze myślałam, że ten budynek okaże się ogromny, mroczny i, że zrobi na mnie naprawdę ogromne wrażenie. Okazało się inaczej, budynek ładny, ale absolutnie nie taki jak w bajce. Ja chyba mam zbyt dużą wyobraźnię :D
 
Później poszliśmy do Luwr. Jednak tylko z zewnątrz, bo jako grupa nie zarezerwowaliśmy wejścia. Jednak tu już trochę czułam się bardziej usatysfakcjonowana, miejsce, zwłaszcza piramida przypominały mi film, który kiedyś oglądałam. Ileś metrów od piramidy było parę takich podwyższeń służących do zrobienia sobie zdjęcia z taką iluzją, że trzyma się tą budowlę za jej czubek. Mieliśmy akurat trochę wolnego i śmiesznie było oglądać, jak każdy tam wchodził i unosił palec kiedy ktoś inny robił mu zdjęcie ;)
Oczywiście podczas wolnego czasu wszyscy wszędzie robili zdjęcia. Moja koleżanka stwierdziła wręcz, że wyglądamy tam jak Chińczycy, którzy na wycieczkach nie rozstają się z aparatami ;) Nasze zdjęcia wspólne oczywiście normalne nie były, ja o mało wręcz nie wpadłam do powyższej fontanny ( pomijając to, że moje koleżanki w końcu chciały mnie do niej wepchnąć :D )
Następnie zaprowadzili nas do Ogrodów Elizejskich. Obiekt jest ogromny, ma wiele posągów ( jednego z nich naprawdę nie mogłam nie sfotografować, ma takiego face palm'a :D ), dużą fontannę i naprawdę miło się siedzi na jednej ze sporej ilości ławek. Tam mieliśmy dużo więcej czasu wolnego, przez jakiś czas siedziałyśmy na ławce, ale w końcu wyruszyłyśmy na poszukiwanie mac donalds'a. Oczywiście nie znalazłyśmy ani jego, ani toalety, ale to jest już drobny szczegół ;d
W międzyczasie szliśmy naprawdę wieloma ulicami Paryża, widzieliśmy Sekwanę, a nawet z daleka Wieżę Eiffla.
Przechodziliśmy również obok mostu z kłódkami. I to jest naprawdę ciekawa rzecz. Calusieńki od początku do końca był zajęty kłódkami z inicjałami, wyznaniami miłości i innymi napisami. Wow, ja to się dziwię, że ten most jeszcze się trzyma. Musi to wszystko sporo ważyć. :p
Później wzięli nas ( trochę siłą ) na rejs statkiem po Sekwanie, nie byłam zbyt zadowolona, zwłaszcza, że nie lubię wody, była 23 i było mi już zimno, i skończyło się to tym, że dość szybko zasnęłam, a później było mi naprawdę baardzo zimno.
I w końcu! Dotarliśmy na punkt widokowy z możliwością zobaczenia wieży Eiffla w naprawdę ładnej perspektywie. Wcześniej co godzinę zamiast świecić, mieniła się mnóstwem świateł, aż w końcu znów zamieniała kolor na jednolity żółty. Wtedy kiedy my tam dotarliśmy, mianowicie o pierwszej w nocy, wieża mieniła się coraz szybciej, aż w końcu zgasła i zapanowała niesamowita ciemność i wręcz pustka.
A my znów wyjechaliśmy autokarem w dalszą drogę.
Celem naszej podróży było La Baule, czyli miejscowość nad samym oceanem.
Nie obyło się bez wyjścia na plażę, gdzie wszyscy rzucili się do zbierania muszli ( które leżały dosłownie wszędzie ), że aż wyglądało to dziwnie, jakbyśmy je pierwszy raz zobaczyli :D Pierwszy raz też zauważyłam zjawisko niesamowitych przypływów i odpływów. Codziennie rano był ogromny przypływ, plaża była malutka, a po południu można było iść i iść, gdyż plaża miała parę chyba nawet kilometrów szerokości. :) Budynki nad samą plażą przywodziły mi na myśl takie jak są w ... Miami? W każdym razie takie jak pojawiają się w filmach ( Czy ja po raz kolejny coś porównuję do filmu? Chyba faktycznie coś ze mną nie tak ). Jedyny minus, to chyba jedzenie, jako, że jestem absolutnie na nie, jeśli chodzi o owoce morza i inne tego typu sprawy. Generalnie nie polubiłam się z francuską kuchnią ( Nie licząc pysznych, chrupiących bagietek, one są wspaniałe! :) )
Cały wyjazd jednak zapamiętam jak najbardziej pozytywnie jako czas spędzony z moimi przyjaciółkami :)

A wy byłyście kiedyś we Francji? Czułyście tę magię czy jednak nie bardzo? ;)
Mam do was jeszcze jedno pytanie. Chcecie, aby następne posty były poświęcone recenzjom, czy temu jak czytać składy kosmetyków i na co w nich uważać? :)